Projekt urlop, projekt plaża

Ostatnimi czasy moje wyjazdy urlopowe stały się raczej spontaniczne. A dokładnie od 4 lat –  odkąd znam M., z którym odbyłam najfajniejsze podróże mojego dotychczasowego życia – najdalsze, najmniej oczekiwane i najcudowniejsze.
Założenia są proste, jeździmy poza sezonem, nie kupujemy żadnych all inclusive, żadnych first minute w nudnych resortach. Wystarczy kupić bilet lotniczy a reszta układa się sama 🙂 Gorąco w to wierzę, odkąd rok temu odbyliśmy samodzielnie zaplanowaną i zorganizowaną „backpackerską” wyprawę na Sri Lankę połączoną z Malediwami. Cudowna przygoda!
W tym roku również nie robiliśmy planów. Mi jak zwykle marzyła się Portugalia. Jestem zakochana w tym kraju i do szczęścia brakuje mi zwiedzenie północy i centrum kraju. Ale okazało się, że jeden nasz ulubiony kemping wycofał się z oferty Eurocampu a na drugim nie ma miejsc. Moje pragnienie zwiedzenia Toskanii nie zostało podzielone przez M., w związku z czym trwaliśmy przez jakiś czas w zawieszeniu i oczekiwaniu co los przyniesie.
Oferta dnia…
No i przyniósł 🙂 Los a raczej linie lotnicze i ich promocje. Szybka analiza dostępnych terminów, weryfikacja z kalendarzem, chwila rozkmninki kiedy oraz jak optymalnie dojechać do Berlina skąd jest wylot… i decyzja! Lecimy w maju! Na dwa tygodnie! Daleko i w ciepłe miejsce! Gdzie? To przez pewien czas pozostanie moją słodką tajemnicą, bo też nie jest to najważniejsze.
Tak naprawdę to co ważne, to fakt samego ustalenia, podjęcia decyzji i ta perspektywa wakacji. Już teraz czuję ekscytację na samą myśl o wyjeździe. Nie uwierzycie jaka byłam szczęśliwa gdy kliknęłam guzik „kup bilet”. Wręcz tańczyłam!
Teraz czeka nas okres przygotowań, planowania podróży i zwiedzania, rezerwacji noclegów.
Ale również bodziec do wdrożenia jednego z elementów postanowień noworocznych – czyli zadbania o sylwetkę. Serio, chciałabyć choć raz nie wstydzić się na plaży.
Zatem – wdrażam „projekt plaża” 🙂