Nocna piekarnia

Pieczecie chleb?
Swój własny, bez ulepszaczy, prosty, pyszny i pachnący, ale za to wymagający planowania, czasu i ciepliwości?
Wróciłam do pieczenia po 10 latach. Wówczas na forach kuchennych i raczkujących blogach m.in. Liski i Tatter pojawiały się kolejne smakowite przepisy na domowe wypieki.
Kończyłam studia i siedziałam w domu męcząc się nad pracą magisterską. Miałam dużo czasu na coś co teraz wiem, nazywa się prokrastynacją i wypiekanie chleba. Piekłam wówczas zwykły chleb żytni na zakwasie, zachwycając się jak z 3 prostych składników wychodzi coś tak pysznego.
Potem przyszła praca, rutyna, „brak czasu” i po prostu wygoda związana z kupnem całkiem niezłego gotowego pieczywa.
Teraz, po latach wróciłam… Impulsów ku temu było kilka. Pod choinką znalazłam „biblię”: Chleb – Jeffrey’a Hamelmana, o której słyszałam od lat. Kilkanaście dni później, na Food Blogger Fest prezentację miał Piotr Kucharski – kucharz, który „wychował się w piekarni” i z dużym, zaraźliwym zaangażowaniem opowiadał o swojej pasji. Kilka razy podchodziłam do stoiska, gdzie promowano jego książkę pt. „Chleb. Domowa piekarnia”. W końcu. mimo postanowienia, że kolejna książka o chlebie jest mi zbędna (w duchu minimalizmu i zdrowego rozsądku) uległam, kupiłam, a na osłodę poprosiłam o autograf.
Druga sprawa to mocne postanowienie (tak, tak noworoczne …), żeby więcej uwagi przywiązywać do dobrego, zdrowego żywienia. Chleb jest jednym z tych elementów żywienia, który ostatnimi czasy jest często ulepszany wytworami fabryk dodatków do żywności, dzięki czemu nie przypomina ani smakiem ani konsystencją tego czego szukamy w chlebie.
Zatem piekę 🙂 Już w styczniu nastawiłam zakwas i przed urlopem zdążyłam upiec pierwszą partię najprostszego razowca. Dziś dotarła przesyłka z 15 kg różnych mąk i mam możliwość kolejny raz ożywić przetrzymywany w lodówkowej niewoli zakwas i upiec tym razem 2 rodzaje pieczywa. Jeden bochenek to standardowy żytni razowiec (wg P. Kucharskiego), który o dziwo, mimo upodobań M. do białego pieczywa bardzo mu zasmakował. Drugi to chleb Pain au levain, wg Hamelmana. O ile żytni to praktycznie pewniak, to na myśl o tym pszennym bochenku, wyrastającym w specjalnie zakupionym koszyczku i pieczonym na kamieniu czuję pewną ekscytację.
Jest północ i czekam by za pół godziny wyjąć gorącą niespodziankę z pieca.